Koniec roku się zbliża, powinnam zrobić jakieś pseudo podsumowanie... powinnam napisać, że mam cudownego mężczyznę przy boku, cudownego brata, mam coraz to bardziej bliskich mi nowych znajomych, mam rozpoczęty rozdział pt. "ja jako DDA" (mniej lub bardziej owocnie), przeszłam wzloty i upadki, traciliście i odzyskiwaliście moje zaufanie, tylko ja wiem na ile się wam to udało... To był rok pełen rocznic... tych pozytywnych i negatywnych, a może bardziej tych, które zmieniły moje życie drastycznymi metodami. Dziś jestem inna. Jestem kimś kto potrafi coraz częściej, coraz bardziej szczerze mówić wszystkim bez wyjątku co myślę na dany temat, co mi się nie podoba. W tym roku również zyskałam nowe pasje, jednocześnie tracąc po kawałku pozostałe.
Nie żałuję tego kim się stałam. Żałuję może jedynie sposobu w jaki to się stało. Chciałabym inaczej... Prawda jest taka, że nie znoszę spraw niedokończonych, dających jedynie imitację spokoju.
Jednak może kiedyś... może kiedyś mi się uda.
Nie zaliczę tego roku do najgorszych, do najlepszych również nie. Gdybym mogła... życzyłabym sobie podobnej, dobrej pierwszej połowy roku oraz zdecydowanie lepszej drugiej połowy, gdyż ta w kończącym się już roku 2011 jest dla mnie, dla mojej rodziny oraz osób uznanych mi za "bliższe" fatalna.
Szczęśliwego Nowego Roku więc.
2011-12-30 21:01:51 skomentuj (3)
no... to wesołych i szczęśliwego Nowego. Jak zwykle - bardziej sobie niż Wam. I tak zaczęło się wolne, "mamtowdupizm" więc rozkwita na całego.
2011-12-23 00:46:01 skomentuj (3)
Nie chce mi się pisać wszystkiego. Opisywać. Wygłaszać.
Przykro mi gdy ktoś się ze mną na coś umawia, a potem okazuje się, że zrobił to tylko po to bym się odczepiła. Że potem i tak nie dotrzymuje słowa... Choć mniejsza gdy jest to ktoś nieważny. Gorzej kiedy ktoś na kim mi zależy,
I przykro mi kiedy będąc z przyjacielem na jednym boisku potrafimy sobie mówić tylko "sorry" przy przypadkowym potrąceniu się. Przykro, że tak się to wszystko skończyło. Jednak... nie tak przykro jak kiedyś.
I przykro, że znajomi czasami denerwują bardziej niż powinni. Tak, że po prostu człowiek wychodzi z siebie i ma ochotę powyklinać na daną osobę chociaż niby ją lubi. Tak, że po prostu przestaje dziwić się innym jednostkom, że do danej osoby nie mają większej sympatii.
A tak w ogóle to przykro mi jak cholera, że kompletnie nie czuję tego, że idą święta. I wcale nie zamierzam zwalać tego na brak śniegu czy radia z którego non stop wypływają piosenki świąteczne.
Nie mam zajebistego nastroju. Cały weekend nie mogę dogadać się z Wariatem. Jednak wiem, że jutro przyjedzie i będzie lepiej. Stęskniłam się...
Sama nie wiem co sie ze mna dzieje.. w rodzinie panuje cos takiego ze kobiety przed swietami glupieja.. Jezeli to odziedziczylam... To chyba sie pokroje.
Damien Rice.
2011-12-18 20:31:09 skomentuj (1)